Wypadki na budowie
Wypadek na budowie — co zrobić w pierwszych 72 godzinach?
Trzy doby po wypadku na budowie decydują o dowodach. Co zrobić dzień po dniu, jakie nazwy firm spisać z ogrodzenia i których papierów nie podpisywać.

Po wypadku na budowie w Nowym Jorku pierwsze trzy doby decydują o dowodach: lekarz z wpisem, że uraz powstał w pracy, zgłoszenie pracodawcy, zdjęcia, nazwiska świadków i nazwy firm z placu. Nie należy podpisywać oświadczeń ani składać nagrywanych relacji ubezpieczycielowi bez rozmowy z adwokatem.
Godziny 0–12: leczenie i jedno zdanie, które musi paść u lekarza
Najpierw zdrowie — to oczywiste. Mniej oczywiste jest to, co trafia do karty na izbie przyjęć. Pielęgniarka na triażu zapisuje krótko, często jednym zdaniem. „Upadek” to za mało. „Upadek z drabiny na budowie, z wysokości około dwóch metrów, w czasie pracy” to już zapis, do którego w sprawie wraca się wielokrotnie.
Dlatego przy przyjęciu trzeba wprost powiedzieć, że uraz powstał w pracy, i opisać mechanizm: z czego nastąpił upadek, co spadło, czym uderzyło. Jeśli angielski sprawia trudność, można poprosić o tłumacza — szpitale w Nowym Jorku go zapewniają. Lepiej chwilę poczekać niż zgodzić się na wpis, który ktoś „jakoś zrozumiał”.
Częsty błąd z tych pierwszych godzin: wyjście ze szpitala na własne żądanie, bo „trzeba wracać na robotę”, albo pominięcie wizyty w ogóle i zaklejenie rany w busie. Później ubezpieczyciel zapyta, dlaczego pierwsza dokumentacja pochodzi sprzed tygodnia, a nie z dnia zdarzenia.
Dzień 1: zgłoszenie i nazwy firm z placu budowy
Wypadek należy zgłosić pracodawcy — najlepiej na piśmie albo przynajmniej SMS-em do brygadzisty, z datą, godziną i krótkim opisem. W nowojorskim systemie Workers’ Compensation na zawiadomienie pracodawcy są ustawowe terminy, ale czekanie do ich końca nigdy nie pomaga. Zgłoszenie z pierwszego dnia trudno podważyć.
W sprawach budowlanych kancelaria zawsze pyta: kto był właścicielem budynku, a kto generalnym wykonawcą? Poszkodowany zwykle zna tylko nazwę firmy, która mu płaciła. Tymczasem na nowojorskich budowach informacje są dosłownie na płocie. Tablice przy wejściu, pozwolenia Department of Buildings wywieszone na ogrodzeniu lub rusztowaniu chodnikowym, logo na kontenerach, dźwigach i przenośnych toaletach — jedno zdjęcie telefonem utrwala dane, których po zakończeniu robót nikt już nie odtworzy.
Ma to znaczenie praktyczne. Roszczenia z Labor Law §240 (upadki z wysokości i spadające przedmioty) oraz §241(6) (naruszenie konkretnych przepisów Industrial Code) kieruje się przeciwko właścicielowi i generalnemu wykonawcy, a nie przeciwko własnemu pracodawcy czy kolegom z brygady. Z pracodawcą co do zasady rozlicza się system Workers’ Compensation. To dwa odrębne tory — o drugim napiszemy szerzej w kolejnym artykule “Workers’ Compensation w Nowym Jorku krok po kroku”.
Dzień 2: zdjęcia, świadkowie, własna notatka
Plac budowy zmienia się szybko. Drabinę ktoś zabiera, rusztowanie zostaje dokręcone, dziura w stropie zakryta płytą. Jeśli poszkodowany nie może wrócić na miejsce, zdjęcia może zrobić kolega z brygady — byle z datą w telefonie.
Co warto utrwalić:
- miejsce upadku i sprzęt: drabinę, rusztowanie, podest, brak barierek, brak punktu do przypięcia szelek;
- tablice i pozwolenia z nazwami firm, adres budowy, numer wejścia;
- własne obrażenia — w pierwszych dniach, potem co kilka dni;
- imiona, nazwiska i telefony świadków, także tych z innych ekip;
- wiadomości od brygadzisty i szefa, zwłaszcza te o „załatwieniu sprawy”.
Do tego jedna rzecz, o której mało kto myśli: notatka pisana po polsku, na świeżo. Co to była za robota, kto ją zlecił, jaki sprzęt był dostępny, o co prosiło się wcześniej i nie dostało. Po kilku miesiącach pamięć się rozmywa, a pytania w sprawie dotyczą właśnie takich szczegółów.
Dzień 3: czego nie podpisywać i z kim nie rozmawiać
Mniej więcej w tym czasie zaczynają się telefony. Dzwoni ktoś z firmy, czasem przedstawiciel ubezpieczyciela, czasem „znajomy szefa”, który chce pomóc. Pojawiają się też papiery do podpisu. Najczęściej:
- formularz „incident report” wypełniony przez kogoś innego po angielsku, z wersją, że pracownik „poślizgnął się z nieuwagi”;
- oświadczenie, że wypadek nie miał związku z pracą albo wydarzył się „po godzinach”;
- zgoda na „lekką pracę” (light duty) podpisana, zanim lekarz w ogóle ocenił uraz — z datą powrotu wpisaną przez brygadzistę;
- ogólne upoważnienia do całej dokumentacji medycznej, także sprzed wielu lat.
Żadnego z tych dokumentów nie trzeba podpisywać od ręki. Tak samo z nagrywaną rozmową z ubezpieczycielem — można grzecznie odmówić i podać kontakt do kancelarii. Nie jest to przejaw wrogości. To zwykła ostrożność, bo każde słowo z takiej rozmowy trafia do akt.
Osoby pracujące bez dokumentów lub na gotówkę często w tym momencie się wycofują.
Kto odpowiada — jak kancelaria to ustala w praktyce
Na budowie na Greenpoincie czy w Long Island City często pracuje kilka firm jednocześnie, a polska brygada bywa podwykonawcą podwykonawcy. Ustalenie łańcucha zleceń to jedna z pierwszych prac w sprawie: kancelaria sprawdza rejestry pozwoleń, umowy między wykonawcami, polisy ubezpieczeniowe, dane właściciela nieruchomości.
Przy §240 znaczenie ma to, czy wypadek wiązał się z różnicą wysokości i czy zapewniono odpowiednie zabezpieczenie. Przy §241(6) trzeba wskazać konkretny przepis Industrial Code, który naruszono. Nie każdy upadek mieści się w §240. Ten przepis dotyczy różnicy wysokości. Poślizgnięcie czy potknięcie na tym samym poziomie — na błocie przy zejściu do wykopu, na folii rozłożonej w korytarzu, na kablach zostawionych w przejściu — ocenia się zwykle na podstawie §241(6) i konkretnych przepisów Industrial Code albo ogólnych zasad z Labor Law §200. Dlatego od początku potrzebny jest dokładny opis czynności, a nie samo „spadłem”.
Jeśli budowa jest publiczna — szkoła, obiekt miejski, infrastruktura — mogą obowiązywać szczególnie krótkie terminy na formalne zawiadomienie (Notice of Claim), liczone od dnia zdarzenia. To jeden z powodów, dla których sprawy budowlanej nie odkłada się „do wyleczenia”.
Jak pomaga kancelaria
Jodré Brenecki LLP prowadzi sprawy wypadków budowlanych w Nowym Jorku i New Jersey. Po przyjęciu sprawy telefony od ubezpieczycieli trafiają do kancelarii, nie do poszkodowanego. Pierwsze pisma wychodzą do właściciela i generalnego wykonawcy z wezwaniem do zachowania dowodów, zanim plac budowy się zmieni. Sprawa Workers’ Compensation i roszczenie z Labor Law idą równolegle i są prowadzone tak, by jedna nie szkodziła drugiej. Wypadek na budowie po drugiej stronie Hudsonu podlega innym przepisom niż nowojorskie Labor Law i wymaga osobnej oceny — kancelaria przeprowadza ją według prawa New Jersey. Nicole Brenecki, Esq. rozmawia z klientami po polsku, bez pośredników. Więcej o zakresie pomocy: pomoc kancelarii w sprawach wypadków na budowie.
Pierwsza konsultacja jest bezpłatna, a w sprawach odszkodowawczych honorarium płatne jest tylko od wygranej lub ugody; w części dotyczącej Workers’ Compensation honorarium jest ustalane i zatwierdzane przez Workers’ Compensation Board. Prosimy zadzwonić pod numer 347-563-2605 i opisać sytuację po polsku. Jeśli poszkodowany leży w szpitalu lub nie może dojechać do biura na Brooklynie, kancelaria przyjedzie do niego.
Treść ma charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Attorney Advertising. Wcześniejsze wyniki nie gwarantują podobnego rezultatu.
